Czy edukacja seksualna jest potrzebna? / Cz. I

Czy edukacja seksualna jest potrzebna? / Cz. I

Od kilku dni media huczą coraz to nowszymi informacjami i faktami związanymi z zabójstwem 13-latki przez jej niespełna 15-letniego chłopaka. Chociaż motyw jeszcze nie jest znany, to eksperci raczej nie posiadają wątpliwości: powodem mogła być ciąża nastolatki.

Łatwo wydać wyrok, więc najpewniej podobna sytuacja będzie miała miejsce i w tym przykrym zdarzeniu – przecież jest ofiara i jest morderca. I nie zrozumcie mnie źle – to nie podlega wątpliwości. Po prostu z mojej perspektywy nie tylko jedna osoba nie żyje. I nie mam tutaj na myśli nienarodzonego dziecka. Myślę bardziej o tym chłopaku, który ze względu na swój wiek powinien być świadom konsekwencji swojego czynu – może był, a może nie, ale to 15-latek, który miał wcielić się (wraz ze swoją 13-letnią dziewczyną) w nową rolę – rodzica. Nie ulega wątpliwości to, że ani jedno, ani drugie nie było na to gotowe. Dlaczego więc uważam, że i on jest „martwy”? Po takiej tragedii ciężko będzie dojść do siebie. Ciężko mu będzie spojrzeć w oczy rodzicom swojej dziewczyny. Z pewnością jeszcze ciężej będzie mu spojrzeć w oczy samemu sobie. Prawdopodobnie już do końca życia będzie nosił w sobie winę i poczucie niezrozumienia swojego czynu – być może impulsywnego i nie do końca przemyślanego. Trudno przewidzieć, czy po tym zdarzeniu ktoś z jego bliskich czy znajomych spojrzy na niego w ten sam sposób, w jaki patrzył przed tą tragedią. W pewnym sensie będzie miał przyklejoną łatkę na resztę życia. I teraz postawię kluczowe pytanie: czy tej sytuacji można było uniknąć? Trudno jednoznacznie stwierdzić, bo niewiele o tym chłopcu wiemy, a nie to jest celem moich rozmyślań. Mogę jedynie podejrzewać, że gdyby edukacja seksualna była w Polsce na lepszym poziomie… zaraz, zaraz. Była na lepszym poziomie? BYŁA? A może właśnie temu zjawisku powinniśmy przyjrzeć się z uwagą – czy edukacja seksualna w ogóle JEST w Polsce?

O co chodzi z tą edukacją seksualną?

Zanim przejdę do rozważań związanych z występowaniem edukacji seksualnej w naszym kraju, przybliżę nieco temat, czym ta edukacja właściwie jest i co wchodzi w jej zakres.

Zaglądam do Wikipedii. Pod hasłem „edukacja seksualna” czytam:

…to nauczanie zagadnień związanych z seksualnością człowieka, włączając w to związki i obowiązki emocjonalne, anatomię seksualną człowieka, aktywność seksualną, reprodukcję seksualną, wiek zgody, zdrowie reprodukcyjne, prawa reprodukcyjne, bezpieczny seks, kontrolę urodzeń i abstynencję seksualną[1].

Szukam dalej. Trafiam na wywiad z psycholożką i edukatorką seksualną Aleksandrą Żyłowską, która na temat edukacji seksualnej mówi:

W edukacji seksualnej ważny jest przede wszystkim temat związków i kompetencji miękkich, dzięki którym może on funkcjonować, a o czym rzadko się mówi. To właśnie o związki najczęściej pytają nastolatkowie. Interesują ich zwłaszcza aspekty psychologiczne. Chcą wiedzieć co oznaczają kłótnie z partnerem lub partnerką. Jak rozwiązywać spory i jak reagować, gdy druga osoba płacze. Wreszcie, jak zakończyć związek, by obydwu stronom przysporzyć jak najmniej cierpienia.

I to jest strzał w dziesiątkę! Tylko u źródła jesteśmy w stanie dowiedzieć się, na czym polega problem i ewentualnie poszukiwać rozwiązań. To stwierdzenie odnoszę do tych wszystkich teoretyków, którzy twierdzą, że podczas zajęć edukacji seksualnej uczestnicy spotkają się m.in z: omawianiem wymyślnych pozycji seksualnych, namawianiem do przerywania niechcianej ciąży, przekonywania do „przejścia” na tęczową stronę życia lub zmiany płci etc. Mówiąc krótko: z pewnością prowadzą one do seksualizacji lub demoralizacji ich uczestników. Przecież zajęcia edukacji seksualnej zaburzają harmonię wychowywania dzieci i młodzieży w zgodzie z przekonaniami rodziców. Ba! One wręcz naruszają prawo rodziców do wychowywania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami (tu aż się prosi o dodanie emotikonki z mrugającym okiem).

Wtrącę tutaj jeszcze jeden cytat Aleksandry Żyłowskiej:

My, psychologowie i seksuolodzy, powinniśmy kłaść nacisk na komponent psychoedukacyjny zajęć [edukacji seksualnej – przyp. red.]. Najważniejszym narządem seksualnym człowieka jest mózg. Dlatego warto zwracać uwagę na kompetencje miękkie, ćwiczyć z nastolatkami umiejętność rozmowy na temat seksu i seksualności. W psychoedukacji przedstawia się rzetelną wiedzę, plusy i minusy rozwiązania, lecz wybór ostatecznie leży po stronie nastolatka.

Czytam ostatnie zdanie kilka razy i myślę sobie, że faktycznie, trudno się z tym nie zgodzić. […] wybór ostatecznie leży po stronie nastolatka. Zatrzymuję się na chwilę.Jak sądzisz, droga Czytelniczko i drogi Czytelniku, czy gdyby edukacja seksualna przebiegała u nas sprawniej, to czy wcześniej wspomniany 15-latek mógłby czuć, że w sytuacji, w której się znalazł wraz ze swoją dziewczyną, posiada wybór?

Czy edukacja seksualna = wychowanie do życia w rodzinie?

Otóż… nie. Tematycznie owszem – są zbliżone do siebie. Problem pojawia się podczas realizacji. Albo chociaż próby jej realizacji.

Prowadzenie zajęć z wychowania do życia w rodzinie należy do ustawowych obowiązków związanych ze szkolnictwem. Jego realizacja, cóż… pozostawia wiele do życzenia, ponieważ zajęcia są dodatkowe, co oznacza, że są prowadzone po lekcjach, a zatem są nieobowiązkowe. Dodatkowo w roku szkolnym na WDŻ przeznacza się raptem 14 godzin, w tym po 5 godzin z podziałem na grupy dziewcząt i chłopców[2]. Biorąc pod uwagę, że klasy przeważnie liczą koło 30 uczniów i mając do dyspozycji raptem 14 godzin, z czego 10 h jest wyłączone na rozmowy w całej grupie, to… cóż, czego młodzi ludzie podczas takich zajęć mogą się dowiedzieć? Czy mogą poznać odpowiedzi na nurtujące ich pytania? W jakim stopniu mogą odczuwać strach przez upokorzeniem zadając pytanie na forum całej klasy? Pytania te pozostawię bez odpowiedzi i skłonię do własnej refleksji.

Trudno przewidywać, co by się stało gdyby, ale uważam, że sytuacja, w której znaleźli się nastolatkowie miała kilka wyjść. Oczywiście – można było temu zapobiec, jednak nie widzę sensu, by to roztrząsać, czyniąc jednych mniej winnymi, a drugich bardziej. Winy nie ponosi tylko 15-latek, który dopuścił się niedopuszczalnego czynu. Winy doszukiwać się można w działaniach albo raczej w braku działań związanych z edukowaniem seksualnym. Jednak niewyobrażalne poczucie winy i osamotnienie w tym czynie do końca życia będzie czuł ten, który się niego dopuścił.

W II części artykułu zaprezentuję, jak edukacja seksualna wygląda w innych krajach i postaram się zrobić zestawienie w odniesieniu do polskich szkół.

Baśka


[1] https://www.swps.pl/strefa-psyche/blog/relacje/18707-edukacja-seksualna-w-szkolach-jest-czy-jej-nie-ma [stan na 16.01.2021r.]

[2] Ibidem.