O hejcie, zwątpieniu i pracy w ciszy. Czy warto edukować ludzi?

O hejcie, zwątpieniu i pracy w ciszy. Czy warto edukować ludzi?

Żyjemy w czasach, które technologicznie są bardzo rozwinięte. Prawie każdy z nas posiada konto na Facebooku oraz nierzadko na innych portalach społecznościowych. Coraz częściej nawet te “starsze” pokolenia decydują się na to, by dołączyć do wirtualnego świata i również w tym miejscu móc pozostawić po sobie ślad.

Uczestniczenie w świecie wirtualnym nie polega tylko na byciu – polega także na pozostawianiu po sobie śladów w postaci komentarzy, reakcji, lajków czy historii odwiedzanych stron. Tylko od nas samych zależy, jakie będą miały one wydźwięk – neutralny czy taki, który będzie wpasowywał się w termin mowy nienawiści, czyli powszechnie znany #hejt.

Czasem już nie chodzi o to, że brakuje słów, czasem tych słów jest zdecydowanie za dużo

Decydując się na wprowadzenie i podjęcie pewnych działań m.in w Internecie, należy liczyć się z tym, że na naszej drodze możemy spotkać się z hejtem – agresywnymi, obraźliwymi lub skrajnie krytycznymi komentarzami pozbawionymi rzeczowej argumentacji i wygłaszanymi pod adresem konkretnej osoby lub grupy osób[1]. Oczywiście, hejtu nie należy mylić z konstruktywną krytyką, która powinna być merytoryczną dyskusją z jakimś poglądem. Przynajmniej w teorii.

Jeśli mamy do czynienia z hejtem, to jego inicjatorem nie jest żaden robot albo inna forma sztucznej inteligencji. Hejterem zawsze jest człowiek. W tym stwierdzeniu absolutnie nie ma nic dziwnego i odkrywczego. Ale jeśli zdamy sobie sprawę, że hejterem może być nasz brat, koleżanka ze studiów, sąsiad, który ma uroczego pieska albo pani sprzedawczyni ze sklepu, to… no właśnie, to ten moment, w którym warto zadać sobie pytanie: czy faktycznie każdy może być hejterem?

Bazując na badaniu przeprowadzonym przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research na podstawie wywiadów z grupą ponad 6,5 tys. internautów, profil polskiego hejtera prezentuje się następująco: to mężczyzna (panowie stanowią 53% hejterów) w wieku od 16 do 24 lat (aż 73% hejtujących), posiadający wykształcenie średnie ogólnokształcące (35%). Co piąty hejter ma wykształcenie wyższe. Jego działania sprowadzają się do publikacji negatywnych postów kilka razy w tygodniu[2]. Dla niektórych o kilka razy za dużo – psycholog Roy F. Baumeister udowodnił w swoim badaniu “Złe jest silniejsze od dobrego”, że każde negatywne doświadczenie odbieramy aż 5 razy bardziej niż to pozytywne[3] – dla przykładu negatywny komentarz dotyczący naszego wyglądu przeżyjemy zdecydowanie silniej, niż gdy usłyszymy komentarz pochlebny. To oczywiście tłumaczy, dlaczego hejt tak mocno nas dotyka.

Nigdy nie możemy być pewni, z kim mamy do czynienia po “tej drugiej stronie”

Internet jest miejscem, gdzie przybierając pseudonim możesz stać się anonimowy. Ale do czasu, bo nigdy nie będzie tak, że Twoje działania będą w 100% anonimowe. Nie chcę, aby to stwierdzenie miało wymiar magiczny i przejawiało udział kogoś na kształt guru administratorów, kogoś, kto trzyma pieczę nad wszelkimi internetowymi działaniami użytkowników. Ten zwrot bardziej tyczy się tych, którzy pracują w cieniu Internetu i w ciszy robią wielkie, potrzebne rzeczy. W ostatnim czasie zaobserwować możemy działania organizacji czy instytucji, które “zajmują się” ściganiem hejterów i pociąganiem ich do odpowiedzialności karnej. Jednym z takich przykładów jest Ośrodek Monitorowania Zachowań Ksenofobicznych i Rasistowskich. Szereg ludzi, którzy zostali postawieni przed sądem i upomnieni lub skazani na karę grzywny prawdopodobnie nie działali w przekonaniu, że są anonimowi. Przecież każdy nienawistny komentarz, który opublikowali na Facebooku był podpisany ich imieniem i nazwiskiem. Oni czuli się totalnie bezkarni w szerzeniu mowy nienawiści, co przeraża zdecydowanie bardziej niż działanie pod pseudonimem.

Zawsze zastanawiało mnie, jak to jest móc masowo wpływać na ludzi. Pociągać za sobą przysłowiowy tłum. Sprawić, że ludzie Cię słuchają, podążają za Twoimi czynami, widzą w Tobie coś na kształt bożka albo przewodnika. Kształtujesz czyjeś opinie, sposób bycia, masz realny wpływ nawet na to, jak ludzie będą myśleć i co będą mówić na głos.

Świat pamięta kilku takich przewodników. Hitler, Stalin, możemy wymieniać, jak litery alfabetu. Czy dobrze czynili? Pozostawiam do własnej oceny.

W dzisiejszych czasach również posiadamy takich przewodników. Niekoniecznie działają oni na taką skalę, ale swoimi słowami i czynami nawołują do szerzenia mowy nienawiści. A inni im przyklaskują, słuchają i przekazują to dalej. To właśnie w ten sposób hejt łączy i dzieli jednocześnie.

Podsumowanie

Działania, które podejmujemy i które prezentujemy publicznie jako Alleverse również niejednokrotnie spotkały się z hejtem. Oczywiście, to nic dziwnego, przecież jesteśmy inicjatywą społeczną, poruszającą tematykę mocno związaną z wykluczeniami, dyskryminacją oraz podejmująca działania włączające, antydyskryminacyjne, szerzącą edukację z zakresu różnorodności i równości na każdej płaszczyźnie życia człowieka. Podobnie, jak inne organizacje, instytucje, fundacje, które działają w tym obszarze. Ostatnie, w miarę głośne wydarzenie, które organizowałyśmy związane z Międzynarodowym Dniem Praw Człowieka pokazało nam wyraźnie, w jakim stopniu nasze działania spotykają się z mową nienawiści. To utwierdza nas w przekonaniu, że to, co robimy ma sens i ani na chwilę nie mamy zamiaru się zatrzymać. Mamy jeszcze dużo do zrobienia.

Podejrzewam, że hejt jest swego rodzaju ryzykiem zawodowym mocno związanym z tym, czym się zajmujemy i jakie tematy poruszamy. Dla jednych kontrowersyjne, dla innych niezrozumiałe i wyolbrzymione. Ale w naszym odczuciu – zdecydowanie potrzebne.

Baśka

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Hejt [stan na 10.12.2020r.]

[2] https://bit.ly/2Wckl8Y [stan na 10.12.2020r.]

[3] Ibidem.